„Pszczoły” wg Bolesława Leśmiana

SONY DSC

Kilka słów o wierszu „Pszczoły” Bolesława Leśmiana.

Obecnie mamy jeszcze zimowolę, dlatego też w wolnej chwili możemy więcej czasu spędzić nad studiowaniem pszczelarstwa. Jednak nierzadko tematyka ściśle hodowlana Ostrowskiej odbiega nam do pobocznych tematów bardziej filozoficznych, ale i również nie mniej ciekawskich :)

Takim pobocznym tematem stał się więc dla nas wiersz Bolesława Leśmiana „Pszczoły”, w którym to Autor dosadnie i pięknie odzwierciedla role pszczół w codziennym życiu ludzi. Nie będziemy w tym miejscu interpretowali wiersza, ponieważ każdy powinien mieć prawo do własnej refleksji. Napiszemy jednak tylko tyle, że w naszej ocenie pszczoły w wierszu symbolizują życie, tam gdzie pszczół nie ma – w zakamarku podziemnym – nie ma również życia.

„Pszczoły”

Bolesław Leśmian

W zakamarku podziemnym, w mieszkalnym pomroku,
Gdzie zmarły zamiast dachu ma nicość nad głową.
W pewną noc Wiekuistą, a dla nas – Lipcową
Coś zabrzękło… śmierć słyszy i przynagla kroku…

A to – pszczoły zmyliwszy istnienia ścieżynę
Zboczyły do tych pustek jak do złego ula!
Rój się iskrzy tak obco, tak brzęcząco hula.
Że strach w mroku tę jurną ujrzeć pozłocinę!…

A zmarli w zachwyceniu, źrenicę rozwiewną
Przesłaniając od blasku skruszałych rąk wiórem.
Tłoczą się cień do cienia i wołają chórem:
„To – pszczoły! Pamiętacie? To – pszczoły na pewno!”

Przytłumione snem bóle na nowo ich trawią!
Wdzięczni drobnym owadom za zbudzoną ranę.
Z wszystkich sił swej nicości patrzą w skry zbłąkane,
Co wzdłuż śmierci i w poprzek żywcem się złotawią…

Znali niegdyś te cudła złotego pomiotu. 
A dzisiaj, zaniedbani w swych mgieł niedobrzysku, 
Podziwiają skrzydlatą szaradę rozbłysku 
I chyżą łamigłówkę brzęczącego lotu! 

Ale drogę powrotną zwęszywszy – w odmęcie
Pszczoły lśnią się gromadą już co chwila rzadszą.
Już – w świat się przedostając, gasną na zakręcie
Już ich – nie ma! A oni wciąż patrzą i patrzą..

Poznajcie Gucia

Każdy chyba pamięta bajkę o pszczółce Mai, w którym, obok tytułowej bohaterki wstępuje Gucio. Maja była mała, zwinna, śmiała, sprytna, rezolutna i pracowita. Gucia można raczej określić jako raczej leniwego i mało aktywnego. Zazwyczaj to Maja pomagała i załatwiała różne rzeczy dla Gucia, który sam by sobie nie poradził. Jak się okazuje charakterystyka tych postaci nie wynika tylko z fantazji twórców, lecz jest także zaczerpnięta z wprost z rodzin pszczelich, w których występuje:

1. Matka pszczela

2. Pszczoły robotnice

3. Trutnie

Pszczółka Maja to w rzeczywistości pszczoła robotnica a filmowy Gucio jest trutniem, czyli samcem pszczoły.

Czym się jednak różnią trutnie od reszty pszczół i jak je poznać?

Przede wszystkim trutnie są większe i mają charakterystyczne wielkie oczy (układ oczu Gucia dobrze je oddaje :). Trutnie nie zbierają pyłku ani nektaru, za to bardzo chętnie jedzą efekty pracy pszczół robotnic. W rodzinie pszczelej jest ich znacznie mniej niż robotnic (podobno ok. kilkaset w jednej rodzinie, podczas gdy pszczół robotnic – dziesiątki tysięcy). Co ciekawe pomimo tego, że truteń jest samcem, sam nie ma ojca, gdyż wykluwa się z niezapłodnionego jajeczka.

Po co więc rodzinie pszczelej trutnie?

Przede wszystkim mają zadanie zapłodnić matkę pszczelą oraz pomagają w utrzymaniu temperatury w ulu. Podobno ich obecność w ulu wpływa także pozytywnie na nastrój pszczół do pracy. Co ważne trutnie nie mają żądeł i dlatego można ich bez obaw dotykać bez rękawiczek. Wydawało by się, że życie trutnia to pasmo szczęścia i rozpusty, gdyż mocno się nie napracują a swoje zjedzą, tymczasem to tylko pozory. Trutnie są bowiem, wraz z nastaniem jesieni, przeganiane przez pszczoły robotnice z ula – na pewną śmierć z głodu i zimna. W naszych ulach widzieliśmy trutnie jeszcze w październiku i listopadzie, choć według prawideł sztuki powinny zostać wypędzone już w sierpniu/wrześniu.

Poniżej kilka zdjęć przedstawiających pszczoły robotnice i trutnie na ramkach :)

DSC09202_Fotor_Collage

Śmierć trutniom!

DSC09514_Fotor

Od jesieni nasze pszczoły regularnie wyrzucają z ula – TRUTNIE – czyli samce pszczół. Nie jest to spowodowane niezależnością naszych pszczelich samic od samców, ale bardziej trywialnym powodem jakim jest BEZUŻYTECZNOŚĆ SAMCÓW w okresie zimowoli :)

Głównym zadaniem trutnia w pszczelej rodzinie jest zapłodnienie królowej podczas lotu godowego. Lot ten ma miejsce wiosną, tak więc od momentu tego lotu podczas którego oddają swoje nasienie królowej, trutnie stają się już bezużyteczne dla pszczelej rodziny, a co więcej, stają się jej darmozjadami – same nie przynoszą miodu, a zjadają ten przyniesiony przez robotnice. Zjadają go również więcej niż pozostałe pszczoły.

Dlatego też, gdy zaczynają się chłody samce pszczół przepędzają trutnie, które w krótkim czasie giną z głodu i zimna. W naszych pszczelich rodzinach co raz widzieliśmy martwe trutnie leżące przed ulem. Wypędzanie trutni świadczy o zdrowej pszczelej rodzinie, tak więc bardzo cieszyliśmy się na widok martwych samców przed ulem.

p.s. Przyroda pokazała w ten sposób swoją bardzo brutalną, ale i również ekonomiczną stronę – skazując bezużyteczne dla rodziny osobniki na śmierć.

CIEKAWOSTKA O TRUTNIACH: Wielu pszczelarzy pozbywa się trutni jeszcze w zarodku, ponieważ same nie generują one dla rodziny miodu, ale go jak najbardziej zjadają. My zdecydowaliśmy się jednak na nie zabijanie trutni i pozostawienie tej „brudnej roboty” pszczelim samicom – popierając koncepcję opowiadającą się za pozytywnym wpływem obecności trutni w pszczelej rodzinie na samopoczucie i tym samym efektywność pszczelich samic :)

DSC09498_Fotor_Collage

DSC09522_Fotor

Goście w pasiece

Jak się okazuje nie tylko my odwiedzamy nasze pszczoły.

Niektórych z nich widzieliśmy, a niektórzy pozostawili po sobie tylko dość charakterystyczne ślady. Nie udało nam się ich jeszcze złapać na gorącym uczynku i uwiecznić na zdjęciach czy też filmie, ale będziemy nad tym pracować :)

Cóż to za goście? Sarny, jeleni i dziki. Wizyty były na tyle intensywne, że nasze delikatne ogrodzenie ich nie wytrzymało. Pomimo tego, bardzo się cieszymy, że nasze ule stoją w tak czystym i naturalnym otoczeniu, w którym mieszkają sobie inne dzikie zwierzęta.

Czy takie wizyty są jednak dla pszczół dobre czy raczej szkodliwe? Na pewno ani jelenie, sarny czy dziki nie wyjadają pszczołom miodu, ani ich nie atakują. Z drugiej jednak strony, pszczoły w okresie zimowym potrzebują spokoju i wizyty innych zwierząt mogą je niepotrzebnie niepokoić, co może spowodować zarówno rozluźnienie kłębu, w jaki zbijają się zimujące pszczoły, jak również szybsze zjadanie przez pszczoły zapasów miodu. Według niektórych badaczy zimująca rodzina pszczela po takim jednorazowym „wybudzeniu” odzyskuje odpowiednią równowagę dopiero po … trzech dniach. Miejmy nadzieję, że nasze pszczoły się jednak nie wystraszyły i szybko przyzwyczają się do innych zwierząt. W końcu dzikie pszczoły były niepokojone przez większe i bardziej niebezpieczne zwierzęta – nasze więc nie powinny narzekać :)

Poniżej przedstawimy zdjęcia śladów po naszych gościach i kilka zdjęć krewnych prawdopodobnych sprawców jakich ostatnio widzieliśmy na „żubry online”.

20131015_170048_Fotor_Collage

Jesienne nasłuchiwanie pszczół

DSC09568_Fotor

Dzisiaj rano zdecydowaliśmy się na spacer do naszych pszczółek. Co prawda, z uwagi na pogodę, nie mamy z nimi zbyt dużo pracy (w przeciwieństwie do poprzednich okresów), ale z ciekawości zdecydowaliśmy się sprawdzić, czy aby na pewno, nic ich nie niepokoi.

Pszczółki są już w kłębie, tak więc nie możemy już otwierać uli. Każde ich otwarcie powodowałoby nie tylko ochłodzenie wnętrza samego ula, ile po prostu wybicie pszczółek z kłębu. Dlatego dzisiaj zajęliśmy się nasłuchiwaniem ula.

Nasłuchiwanie ula jest prostą czynnością polegającą na przykładaniu – najczęściej ucha – do ula (w przyszłości planujemy zakup stetoskopu). Jeżeli u pszczółek nic się nie dzieje to słychać jednolity cichy szum. Na szczęście u naszych pszczółek było wszystko w porządku, tak więc mogliśmy szybko zakończyć nasłuchiwanie i popodziwiać troszkę przyrody.

p.s. W. Ostrowska w „Gospodarce Pasiecznej” wskazuje, że „Bardzo głośny, trochę nierówny i niecierpliwy szum wydają pszczoły o przepełnionym już jelicie – tym grozi <zaperzenie>„. „Zaperzeniem” jest po prostu pewien rodzaj biegunki u pszczółek. Dlatego nasłuchujemy teraz, czy nasze pszczółki nie mają takich problemów, bo jeżeli tak, to będziemy musieli szykować się wiosną na czyszczenie plastrów i ula :)

DSC09564_Fotor_Collage

Mrożąca krew w żyłach przygoda o transporcie pszczół na trasie 120 km: Kutno-Warszawa

Jak przewieźć dwa roje pszczół z okolic Kutna (woj. łódzkie) do Warszawy (woj. mazowieckie)?

Na początku nie wiedzieliśmy za bardzo jak, ale z książek pszczelarskich dowiedzieliśmy się, że w tym celu wykorzystuje się „transportówki” tj. pudełka przystosowane do transportu pszczół, będące jakby małymi ulami.

Zakupiliśmy więc dwie transportówki na dwa roje pszczół i umówiłem się z pszczelarzem sprzedającym nam pszczoły, że przyjadę po nie już po zmroku, kiedy wszystkie pszczoły wrócą do ula. Trochę po drodze zabłądziłem więc „po zmroku” to było koło 23. Okazało się, że jest już za późno na przekładanie pszczół do naszych transportówek, gdyż było tak ciemno, że pszczoły mogłyby zabłądzić (podobno nie widzą w ciemności) i się zgubić. Całe szczęście Pan Dariusz (pszczelarz) przewidział taką sytuację i wcześniej przełożył pszczoły do własnoręcznie przygotowanych tekturowych transportówek. Zaczęliśmy przekładać transportówki do samochodu, ale okazało się, że z tych transporówek jakoś wychodzą pszczoły, a że niepokojone w nocy pszczoły czują się bardzo zagrożone, lecą do źródła światła (żądlą bez żadnego pardonu na oślep). Nie wiedzieliśmy z których miejsc wychodzą pszczoły dlatego dla własnego bezpieczeństwa odłożyliśmy operację przewiezienia pszczół na później. Perspektywa, że pszczoły mogłyby wyjść z transportówek podczas jazdy samochodem nie była dla mnie zbyt zachęcająca!!! Tym bardziej, że dojazd do warszawskiej pasieki z miejsca odbioru pszczółek wynosił około 3 godzin.

Dlatego też, ostatecznie zostawiłem nasze transportówki Panu Dariuszowi, ktory następnego dnia (gdy pszczoły już się uspokoiły), przełożył je do naszych drewnianych transportówek. Za kilka dni przyjechałem po pszczoły jeszcze raz, dla bezpieczeństwa wziąłem obstawę – Jolę. Okazało się, że pszczoły wylatywały za pierwszym razem, gdyż wygryzły sobie dziury w tekturze! Bardzo się wtedy ucieszyłem, że jednak zablądziłem jadąc po te pszczółki za pierwszym razem, bo gdyby wygryzły one te dziury podczas jazdy samochodem to mogłoby się skończyć naprawdę bardzo źle.

Nasze transportowki były z drewnianej sklejki więc tym razem nie było takiej możliwości. Wystarczyło więc zamknąć pokrywy transportówek i zapakować je do samochodu bez obawy, że pszczoły wyjdą w samochodzie podczas jazdy..

DSC07315_Fotor_Collage

„Ciekawska” scena z życia pszczół

DSC09325_FotorZdjęcie przedstawia bardzo ciekawą scenę z życia pszczół, a mianowicie oczyszczanie pszczółki przez inną pszczółkę z miodu.

Kontekstem w którym było wykonane to zdjęcie było odsklepienie przez nas miodu – z uwagi na konieczność usunięcia mostka zbudowanego przez pszczółki do innego plastra. W wyniku czego miód wylał się z plastra i zalał znajdujące się pod nim pszczółki. Mateusz jakby nic dalej pracował nad oczyszczaniem ramek, ja zaś skupiłam się nad bardzo ciekawym zachowaniem pszczół które języczkami oczyszczały siebie z miodu. Gdyby nie pomoc innych pszczół to pszczółka ze zdjęcia (oblana miodem) mogłaby zginąć, bo miód oblał jej skrzydełka i powodował, że nie mogła normalnie funkcjonować – przyklejała się do wszystkiego.

Poniżej zamieszczamy jeszcze kilka innych zdjęć z „wylizywania” się przez pszczółki z miodu.

DSC09305_Fotor_Collage

… i jakie to mądre zwierzątka :)

„Poddymiaczka”, a wyjadanie przez pszczółki miodu w sytuacji zagrożenia :)

Niewiele osób wie czym jest „poddymiaczka”, dlatego też w dzisiejszym poście zamieścimy wyniki naszych dogłębnych analiz po używaniu poddymiaczki i jej wpływie na braki miodowe w naszych plastrach :)

„Poddymiaczka” inaczej również „fajka” i „podkurzacz” jak nazwa wskazuje służy do poddymiania. W pszczelarstwie stanowi ona bardzo często część „sprzętu pasiecznego”  i ma głównie na celu uspokojenie pszczół. Nie jest ona sprzętem obowiązkowym i zależy od temperamentu pszczół. Jedna z naszych pszczelich rodzin jest niestety mocno temperamentna więc bez poddymiaczki się nie obejdzie.

Jedną z pierwszych czynności jakie wykonujemy w naszej pasiece jest rozpalenie poddymiaczki. Polega ono na włożeniu zebranych wcześniej szyszek, igliwia, suchych traw podpaleniu ich. Trzeba niestety troszkę poczekać na rozpalenie się poddymiaczki co trwa koło 5-10 minut. Następnie podchodzimy z poddymiaczką do ula i dymimy na:

– wlotek i wylotek (w następnych wpisach wyjaśnimy co to jest :)

– pod daszek ula

Poddymienie uli ma na celu spowodowanie, że pszczoły zajmują się ratowanie swojego dobytku – czyli jedzeniem miodu co spowoduje, że nie będą chętne do żądlenia nas. Stosowanie poddymiaczki ma więc swoje wady i zalety. Zaletą jest nieżądlenie, zaś wadą wskazywaną przez wielu pszczelarzy jest właśnie zjadanie przez pszczoły miodu. Powodem dla którego pszczoły po zjedzeniu miodu nie żądlą jest po prostu najedzenie się przez nie miodu, który powoduje, że napełnia się im brzuszek i nie mogą wyciągnąć żądła. W konsekwencji miodu nam wtedy ubywa ale dzięki temu, pracuje nam się wygodniej.

P.S. „Zadymiarzem” jest u nas Jola :)

53_Fotor_Collage

Autorami powyższych zdjęć są: Maja Turlej i Rafał Kłoczko, którym bardzo dziękujemy za wspólny wypad na pszczoły i piękne zdjęcia :) Polecamy wszysttkim bloga prowadzonego przez Maję Zieleń i Przestrzeń.

Zakup pszczółek

Po przygotowaniu uli pozostało już tylko zdobycie pszczół. Zadanie wcale nie jest takie proste jak się wydaje na pierwszy rzut oka, szczególnie dla osoby która nie miała żadnych kontaktów i znajomości wśród aktywnych pszczelarzy. Zakupu pszczółek nie ułatwiało też to, że wiosna tego rok była wyjątkowo niekorzystna dla pszczół i pszczelarzy. Szczególnie na Mazowszu bardzo wiele rodzin pszczelich zginęło ze względu na nagły powrót srogiej  zimy po ciepłym okresie wiosennym, podczas którego pszczoły rozpoczęły już pracę.

Pszczelarze nie byli zatem chętni sprzedawać swoich rodzin pszczelich, a raczej sami chcieli kupić roje pszczele. Dlatego musieliśmy poczekać z zakupem pszczół do tzw. rójek – czyli do okresu (czerwiec-lipiec) kiedy rodziny pszczele się dzielą. Takie młode roje pszczół są chętne do pracy i można je zadomowić w pustym ulu. Jak się okazało dla wielu pszczelarzy sprzedaż młodych rodzin pszczelich jest dodatkowym źródłem zarobku. Dla kupujących ważne jest to, że taka młoda rodzina pszczela jest stosunkowa tania i chętna do szybkiego rozpoczęcia pracy (musi zdążyć zebrać zapasy na zimę a opuszczając rodzinny ul rozpoczyna od zera). Wadą jest to, że w tym roku nie będzie miodu, gdyż pszczoły same muszą zebrać dla siebie zapasy jako że rojenie następuje po okresie kiedy kwitnie najwięcej kwiatów. Poza tym zawsze istnieje ryzyko, że przygotowany ul nie spodoba się pszczołom i po prostu z niego wylecą szukając lepszej lokalizacji. Nasze dwie rodziny pszczele, które kupiliśmy u pszczelarza z woj. łódzkiego (ofertę znaleźliśmy na allegro), na szczęście zaaklimatyzowały się w wyremontowanych ulach więc tym razem nie musieliśmy ich szukać po lesie.

 Ciekawi was napewno sposób w jaki przetransportowaliśmy 2 roje pszczół z województwa łódzkiego do mazowieckiego (ok. 120 km). Na to pytanie odpowiemy już jednak w następnym poście, ale już teraz możemy napisać, że nie było to łatwe :)