Miodobranie

Praca pszczelarza to nie tylko obowiązki i trudy :) ale i przyjemności. Do największych z nich należy czas „żniw”, czyli podbieranie miodu pszczołom. Sprawa nie jest taka łatwa jak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Po pierwsze pszczoły niezbyt chętnie oddają efekty swojej pracy. Po drugie wydobycie miodu z plastrów, w których pszczoły go składują wcale nie jest takie proste. Nawet ściągnięcie woskowych „pokrywek” chroniących miód w komórkach, nie sprawia, że można miód z ramki po prostu wylać.

Dzieje się tak dlatego, że pszczoły budują swoje komórki pod kątem (do góry), tak aby miód nie wyciekał. Co więcej miód jest gęsty. Przeciwko nam są także prawa fizyki – różnica ciśnień w komórce wypełnionej miodem oraz występujące napięcie powierzchniowe sprawiają, że nawet przy odróceniu ramki do góry nogami miód nie wypływa.

Analogicznie zachowuje się zresztą sok w standardowym „doświadczeniu” ze słomką :)

1

Dlatego wydobycie miodu zaklętego w plastrach nie jest aż tak proste. Można oczywiście zgnieść cały paster miodu i w ten sposób dosłownie wycisnąć z niego miód, jednak nie dość że niszczymy w ten sposób plaster wosku, nad którym dużo napracowały się pszczoły, to jeszcze sporo miodu się marnuje.

Jak się okazuje najlepszą metodą jest j zastosowanie specjalnego urządzenia do uzyskiwania miodu – miodarki. Urządzenie to podobne jest nieco do pralki „frani” i wykorztuje siłę odśrodkową, która wysysa miód z komórek, wprost do zbiornika. Niestety miodarka to dość drogi sprzęt i w tym roku jakoś musieliśmy poradzić sobie bez niej. Skorzystaliśmy za to z metody przedstawionej w książce „Hodowla pszczół w mieście – moja własna pasieka” Georga Petraucha. Wiąże się ona niestety z częściowym uszkodzeniem komórek plastra, ale nienaruszone zostają komórki puste i wtopiona w ramkę węza (woskowy podkład dla psczół do budowy komórek). Metoda jest szybka, prosta i bezkosztowa – dla amatorskich pasiek na początek w sam raz ;), a polega ona na tym, że:

  1. usuwamy woskowe „kapselki” specjalnym przyrządem tzw. widelcem,
  2. z tyłu ramki przykładamy twardy przedmiot o dużej powierzchni np. deskę do krojenia,
  3. używając drewnianej łyżki kuchennej zgłębiamy się od przodu w plaster aż do węzy a potem ściągamy komórki posuwistymi ruchami, „jeżdżąc” nią po węzie.

DSC_0479_Fotor_Collage

W tym roku skorzystaliśmy z tej metody i jeśli nie ma się miodarki to zdecydowanie ją polecamy :)

NARODZINY PSZCZÓŁKI MAJKI 77 – autorskie filmy

W pierwszej połowie czerwca udało nam się uchwycić bardzo „ciekawską” scenę z życia pszczół – wygryzającą się z komórki pszczołę robotnicę. Nie jest to oczywiście nic nadzwyczajnego, ponieważ codziennie wygryzają się dziesiątki/setki pszczół ale łatwo ten moment przeoczyć podczas prac pszczelarskich. Niemniej jednak, był to pierwszy raz kiedy udało nam się sfilmować moment wygryzania i wyjścia pszczoły z komórki. W rodzinie pszczelej  ciągle (poza okresem zimowym) składane są nowe jaja i wychowywane nowe pokolenia pszczół. Dzieje się tak dlatego, że długość życia pszczoły jest dość krótka: ok. 2 miesięcy (jedynie pszczoły zimujące w ulu – jako że się nie napracują – żyją dużo dłużej – ok. 6 miesięcy).

Jak to się więc dzieje, że w roju ciągle przybywa młodych pszczół?

Jedyną płodną pszczelą samicą w pszczelej rodzinie jest Matka, która to jest zapładniana jeden jedyny raz podczas lotu godowego. Tak więc tylko ona może złożyć jaja do komórek.

Matka składa dwa rodzaje jaj: zapłodnione i niezapłodnione. Z zapłodnionych rozwijają się pszczoły robotnice, jak również konkurencyjne Matki. Natomiast z niezapłodnionych trutnie. Po upływie około 12 dni larwa przeistacza się w poczwarkę, a po kolejnych 10 dniach w robotnicę. Podczas rozwoju w komórce pszczoła przez 3 dni po wejściu w stadium larwy jest obficie karmiona mleczkiem (larwy mateczne są nim karmione przez cały okres rozwoju). W 3 dniu rozwoju larwy robotnicy do mleczka jest dodawany miód i pyłek. Natomiast jak tylko larwa się rozprostuje (wcześniej po wyjściu ze stadium jajka przybiera kształt litery „C”) to jest ona zasklepiana z zewnątrz woskiem. Wosk ma formę wieczka, które to będzie musiała „wygryźć” pszczoła jak tylko będzie ku temu wystarczająco silna.

Ten właśnie moment wygryzania udało nam się uwiecznić i serdecznie zachęcamy do jego oglądania.

p.s. Podczas oglądania warto przypatrzyć się bocznym „woskowym wieczkom” ponieważ widać jak spod nich próbują wydostać się inne pszczoły :) jak również pozostałym komórką w których to widać białe larwy (wcześniejsze stadium rozwoju pszczoły).

I. początkowe próby wyjścia pszczoły z komórki

 

II. wielkie wyjście pszczoły

 

Topiarka do wytapiania wosku – made by Mateusz

Wszyscy wiemy,  że pszczoły produkują miód. Nie jest to jednak jedyny produkt, który jest wytwarzany przez pszczoły, a który jest przydatny człowiekowi. Drugim takim oczywistym produktem, ostatnio może nieco zapomnianym, jest wosk. Uzyskanie czystego wosku nie jest jednak takie łatwe. Nie wystarczy zgnieść plastra pszczelego, żeby go uzyskać, bowiem plastry pszczele są zbudowane głównie z wosku, ale nie tylko. Poza tym w plastach gromadzą miód, pyłki kwiatów i w nich składane są jaja i wychowywane są larwy pszczół, przez co występuje na nich wiele zanieczyszczeć. Wszystko to sprawia, iż aby uzyskać czysty wosk, taki jaki znamy, trzeba go najpierw wytopić i oczyścić. Jako że fajnie mieć własne produkcji świece woskowe (cudnie pachną i pięknie się palą) podjąłem się badania tematu, z cyklu „jak to się robi”.

Okazało się, że wosku z plastrów nie wytapia się nad palnikiem… tylko w urządzeniu zwanym topiarką. Po krótkim badaniu rynku, okazało się, że istnieje kilka typów topiarek: słoneczne, elektryczne, parowe, wodne – każda z nich wytapia wosk z plastrów, tylko przy pomocy innego środka wytapiającego. Ceny takiego sprzętu wahają się od ok 250 zł w zwyż. Bez konsultacji z Jolą i sąsiadami postanowiłem rozpocząć budowę topiarki słonecznej na balkonie (dobrze że zima była dość ciepła w tym roku…). Topiarka słoneczna w przeciwieństwie do innych ma tę zaletę, że właściwie nie potrzebuje obsługi i jest ekologiczna. Ten typ topiarki „jest napędzany” przez energię słoneczną – płyta z blachy kwasoodpornej pod wpływem promieni słońca rozgrzewa się a znajdujący się w plastrach wosk się topi. Po kilku popołudniach prac udało mi się stworzyć skrzynię z płyt wiórowych z metalową blachą kwasoodporną  w środku, za szybką z ramy z obrazkiem z Ikei… Sprzęt został na wiosnę oficjalnie ustawiony na pasieczystku i działa do dziś. Konstrukcja w miarę się sprawdziła, sprawuje się całkiem dobrze – termometr włożony do środka pękł z gorąca – znaczy dobrze… Udało się nam też w tym roku wytopić trochę wosku. Po kilku miesiącach użytkowania muszę jednak przyznać się do kilku błędów konstrukcyjnych:

1. płyta wiórowa to był kiepski pomysł – pod wpływem wilgoci bardzo się wypaczyła więc topiarka nie jest już szczelna co wpływa m.in. na szybkość topienia wosku. Poza tym materiał ten jest ciężki i nietrwały.

2. topiarkę trzeba stawiać na podwyższeniu, bo postawiona na ziemii szybko łapie wilgoć i szybciej się psuje (płyta)

3. system zamykania – lepiej gdy jest trwały – pasy do utrzymywania bagażu jednak się do tego nie nadają :)

Natomiast nieoczekiwanie sprawdziła się szyba z ramki od obrazu z Ikei – bałem się że pęknie przy temperaturach rzędu 60 stopni C, ale nie. W naszej topiarce 2.0 być może element ten zostanie ponownie wykorzystany. Zapewne bowiem po skończeniu obecnego sezonu dotychczasowa topiarka będzie wymagała remontu i choć działała dobrze, to konieczne jest wprowadzenie kilku zmian (mrozów płyta wiórowa nie wytrzyma już na pewno). Trzymajcie kciuki żeby w zimę 2015 nie było zbyt zimno bo szukuje się kilka kolejnych popołudni spędzonych na balkonie… W tym miejscu pozdrawiam naszych sąsiadów i dziękuję za wyrozumiałość :)

topiarkaTopiarka spodobała się również naszej okolicznej kaczce, która to pewnego poranka po niej szarżowała :)

GNIAZDO OS … w naszych ulach

Podczas ostatniej wizyty u naszych pszczółek, a dokładnie podczas otwierania ula na wewnętrznej stronie daszku znaleźliśmy coś ciekawskiego i napewno nieporządanego w ulu – a mianowicie gniazdo os.

Oczywiście decyzja w sprawie dalszego najmu os u naszych pszczółek był prosta i polegała na usunięciu gniazda.

Jak widać po zdjęciach mieliśmy właściwie dwa gniazda. Jedno z osą w środku i jedno reszcze w trakcie przebudowy.

IMG_4445_Fotor_CollageJedno gniazdo miałam schować na pamiątkę, ale po położeniu na ławce zostało zdmuchnięte przez wiatr (konstrukcja gniazda os jest bardzo lekka i delikatna – można ją porównać do kruchości ciasta francuskiego), tak więc, aby jej nie zgnieść trzeba się nagimnastykować. Z pamiątki dla potomnych nie zostało nic… .

Podczas wyjazdy w słowackie góry zarchiwizowaliśmy równie ciekawskie znalezisko – gniazdo os w ziemi :)

DSC08967

PS – czemu osy są nieporządane w ulu? Bo kradną miód, atakują pszczoły i je denerwują :)

Wylotki w gazecie stołecznej :))

DSC00874

Stało się – jesteśmy prawie celebrytami:) We wczorajszym dodatku „stołeczna” do gazety wybroczej w artykule na temat pasiek w Warszawie „na pierwszej po dziesiątej” stronie zostaliśmy wymienieni jako warszawscy pszczelarze  :)

Tylko pasiekę mamy w lesie bemowskim, a nie w bielańskim :) i z ulami to już nie taka partyzantka, bo wszystko udało nam się przeprowadzić legalnie 😉 Bo co dwie głowy, to nie jedna!

Na zdjęciach zostały zaś uwiecznione ule i pszczelarz Wiktor z miejskich pszczół, którego  to w tym miejscu serdecznie pozdrawiamy!!

 

a co „warszawskie” prawo na nasze pszczoły ?

DSC00832A teraz coś zupełnie z innej beczki. Czy w Warszawie można w ogóle hodować pszczoły? Problem nie jest wcale wydumany – hodowanie pszczół na terenie miast jest coraz popularniejsze. Na całym świecie na dachach budynków, balkonach, przydomowych ogródkach stawia się ule w centrach miast. Całe szczęście ta tendencja przychodzi także do Polski (w sumie to my też mamy ule w Warszawie –  choć w lesie). Problem w tym, że niewiele osób zdaje sobie sprawę, że na terenie Warszawy generalnie zakazane jest hodowanie pszczół.

Zgodnie z § 31 Regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie m.st. Warszawy”, stanowiącym załącznik do uchwały XLIX 1366/2013 Rady m.st. Warszawy z dnia 17 stycznia 2013 r., koniowate, bydło, jeleniowate, świnie, owce i pszczoły nie mogą być utrzymywane na terenach wyłączonych z produkcji rolnej, jeżeli odległość od granic osiedli mieszkaniowych jest mniejsza niż 1000 mCiekawe, iż pszczoły są wymieniane wśród takich dużych zwierząt, których hodowla w mieście może sąsiadom spędzać sen z oczu :)Interesujące jest także co kryje się pod pojęciem „osiedla mieszkaniowe” – czy chodzi w osiedla jako „blokowiska” czy miejsca gdzie mieszkają ludzie? Zapewne chodzi o jakiekolwiek „siedliska” ludzkie choć nie jest to dla mnie wcale jednoznaczne. Zabawne, iż wymogi co do odległości usytuowania pasieki nie dotyczą pasiek umiejscowionych na terenach przeznaczonych do produkcji rolnej, zatem na tych obszarach pasieka może być umiejscowiona właściwie tuż obok budynków mieszkalnych. Terenów na których prowadzona produkcja rolna nie jest chyba zbyt wiele w Warszawie (może PGR Bródno?). Przepis wprowadzający te odległości jest dla mnie absurdalny bowiem znalezienie w Warszawie miejsca na pasiekę odległej od granic osiedli mieszkaniowych co najmniej o 1000 m jest praktycznie niewykonalne. Co więcej pszczoły nie są tak groźne żeby konieczne było aż 1000 m oddalenia od ludzkich siedzib, aby byli oni bezpieczni. Jest to chyba pewna przesada – 100 m to aż nadto. Zasady wprowadzone w Warszawie należą do najostrzejszych w całej Polsce i wydają się całkowicie nieuzasadnione. Czym bowiem uzasadnić fakt, iż w Warszawie odległość pasieki od osiedli mieszkaniowych wyznaczono na 1000 m a np. w Krakowie jest to odległość jedynie 15 m, w Opolu 10 m (zaleca się ich hodowanie w III strefie miejskiej) a w Łodzi w ogóle nie określono takiej odległości (ule nie mogą być jednak trzymane na balkonie). W miastach tych za to wskazano wymagania co do wysokości parkanów, ich ogrodzenia i oznakowania, co wydaje się zdecydowanie bardziej adekwatne i rozsądne. Zasady wprowadzone w Warszawie są anachroniczne i zdecydowanie zbyt surowe. Budzą też pewne zastrzeżenia prawne, nie tylko co do jasności ale i zgodności z konstytucją i powinny być jak najszybciej zmienione.

Co grozi jeżeli złamie się w Warszawie ten zakaz? Konsekwencją może być grzywna w wysokości od 20 zł aż do 5000 zł. Władze administracyjne mogą także, w wyjątkowych wypadkach (zagrożenia życia lub zdrowia mieszkańców) wydać zarządzenie usunięcia pasieki. Konsekwencje mogą być zatem dość poważne…

W pełni legalne hodowanie pszczół w Warszawie jest zatem obecnie bardzo trudne. Inne miasta są dla pszczół zdecydowanie bardziej przyjazne. Trudno znaleźć racjonalne uzasadnienie dla takich restrykcyjnych reguł, nawet uwzględniając specyfikę naszego miasta. Mamy nadzieję, iż polityka miasta wobec pszczelarzy zmieni się tak aby nawet w centrum Warszawy (tak jak w innych miastach Polski i światowych metropoliach) możliwe było trzymanie pszczół :)

Trzymajcie mocno kciuki, ponieważ jest nawet bardzo duże prawdopodobieństwo, że zajmiemy się tym po „prawniczemu” :)

 

DSC00833

Dochodzenie w sprawie POĆWIARTOWANYCH CIAŁ PSZCZÓŁ

20140412_132208_FotorPrzed Świętami Wielkanocnymi postanowiliśmy sprawić sobie prezent – a mianowicie dokupić 2 puste ule – na rodziny, które planujemy wydzielić z dotychczasowych rodzin. Mateusz podczas wtorkowego spotkania pszczelarskiego zdobył numer do pszczelarza, który to podobno miał mieć kilka uli w dobrym stanie na sprzedaż.

Mateusz skontaktował się z Panem Pszczelarzem i umówiliśmy się z nim na najbliższą wolną sobotę na ich odbiór. Niestety ule były poza Warszawą, tak więc wyruszyliśmy w prawie całodniową podróż. Cel naszej wyprawy stał na małej działce w lesie niedaleko Wisły. Gdy Mateusz wraz z Panem Pszczelarzem zajmowali się wypakowywaniem sprzętu do przewiezienia uli na przyczepkę, ja zajęłam się obserwacją zasiedlonych przez pszczółki uli.

Gdy tak obserwowałam wlatujące pszczółki do ula, zwróciłam uwagę, że są one bardzo rozdrażnione i trochę agresywne. Nie byłam ubrana w strój pszczelarski, a pszczółki nie znały mojego zapachu tak więc przykucnęłam obok ula w bezpiecznej odległości i obserwowałam je w bezruchu. Wkrótce zobaczyłam, że wokół mnie chodzi bardzo dużo leśnych mrówek i krążą one również wokół ula. Część mrówek ciągnęła za sobą ciała martwych pszczółek, a część zajmowała się ich ćwiartowaniem na mniejsze kawałki.  Pomyślałam, że mrówki sprzątają martwe ciała pszczół które padły w trakcie zimy i zostały wyrzucone z ula. Czas mijał, a mrówki skutecznie oderwały mnie od dalszych obserwacji pszczółek. Zaczęłam się przypatrywać gdzie mrówki mają swoje gniazdo w którym to składują poćwiartowane ciała pszczół, oraz skąd one wzięły tyle martwych pszczół. Idąc tropem mrówek stwierdziłam, że nie jest to odosobniony przypadek, gdyż na trasie do mrowiska bardzo wiele mrówek niosło fragmenty ciał pszczół, w tym również „nóżki”  pszczółek z kulkami pyłku. Bardzo mnie to zaskoczyło, ponieważ pszczoły nie wyrzucają z ula martwych pszczół z pyłkiem na nóżkach… .

Wróciłam więc do poprzednio zajmowanej pozycji koło ula i obserwowałam rozwój sytuacji. Sprawa była dla mnie tak bardzo ciekawska, że gdy Mateusz wołał mnie do weryfikacji kupowanych uli, niechętnie oderwałam się na chwilę z mojego stanowiska obserwacyjnego. Ule na pierwszy rzut oka okazały się OK. Jeden zakupiony przez nas ul miał nawet boczne drzwiczki, których nigdy w ulach nie widzieliśmy, ale wydały nam się świetnym pomysłem ułatwiającym pracę przy (więcej szczegółów o nowym nabytku już wkrótce). Jednak, jak tylko razem z Mateuszem podjęliśmy decyzję, które ule wybrać. Popędziłam jeszcze raz szybko do zasiedlonych uli, żeby ustalić co z tymi mrówkami i pszczołami się dzieje – może mrówki dostały się do uli i stamtąd jakimś sposobem wyjmowały pyłek, zaś pszczela nóżka mi się przewidziała.

20140412_135154_Fotor_Collage

Po chwili zobaczyłam nieprawdopodobną scenkę pod ulem … pszczółka obciążona pyłkami wylądowała na trawie i próbowała się z niej wytarmosić żeby podlecieć do wlotka, ale w tym samym momencie podbiegło do niej około 5-6 mrówek. Mrówki zaczęły ją grupowo atakować, a pszczółka nie mogła od nich uciec, ponieważ zaczęły na nią wchodzić. Następnie ją uśmierciły za pomocą swoich ostrych żuwaczek i zaczęły rozczłonkowywać pomiędzy sobą. Potem kolejne mrówki podeszły do tej martwej pszczoły i zaczęły unosić podzielone przez inne mrówki fragmenty jej ciała. Maszerowały z nimi sprawdzoną już przeze mnie drogą do gniazda. Taka sytuacja powtarzała się tego dnia bardzo często… Dowiedziałam się więc, skąd te mrówki niosą tyle martwych pszczół i jakim sposobem niosą nawet pyłki z ich nóżkami!

Obserwacje przekazałam Panu Pszczelarzowi i ma się tymi mrówkami zająć. Bardzo ciekawska sprawa z tymi mrówkami, nic dziwnego, że pszczoły były takie poddenerwowane, skoro mrówki je dziesiątkowały… . Po powrocie do domu przejrzałam książki pszczelarskie pod kątem „mrówki v. pszczoły” i takie ataki na żywe pszczoły zdarzają się naprawdę bardzo rzadko, bo zazwyczaj zasiedlają one jedynie ich ule… Raczej rzadko atakują żywe pszczoły przed ulem. Tak więc, fotorelacja z ataku mrówek na pszczoły jest naprawdę ciekawskim wydarzeniem!

 

Pszczoły w Wiedniu

W ostatnich dniach byliśmy na wycieczce w Wiedniu i oczywiście w trakcie podziwiania zabytków, dzieł sztuki i pięknych widoków nie omieszkaliśmy zwrócić uwagę, na przewijające się to tu to tam symbolikę związaną z pszczelarstwem. Może to zakrawać prawie na skrzywienie, ale naprawdę motyw pszczoły w ornamentyce i sztuce jest dość popularny i obecny w kulturze od wieków. Poniżej prezentujemy wyniki naszego wypatrywania pszczół w Wiedniu.

1

DSC00793_Fotor_Collage2

UWAGA! Konkurs :)

Kto zgadnie z jakiego obrazu i kto jest jego autorem pochodzi pochodzi ta postać?

DSC00723-pola

Nagrodą jest symboliczny uścisk dłoni i poklepanie po plecach (o ile zwycięzca na własny koszt i ryzyko pofatyguje się po jej odbiór – nie zapewniamy noclegu ani wyżywienia 😉

„Pszczoły” wg Bolesława Leśmiana

SONY DSC

Kilka słów o wierszu „Pszczoły” Bolesława Leśmiana.

Obecnie mamy jeszcze zimowolę, dlatego też w wolnej chwili możemy więcej czasu spędzić nad studiowaniem pszczelarstwa. Jednak nierzadko tematyka ściśle hodowlana Ostrowskiej odbiega nam do pobocznych tematów bardziej filozoficznych, ale i również nie mniej ciekawskich :)

Takim pobocznym tematem stał się więc dla nas wiersz Bolesława Leśmiana „Pszczoły”, w którym to Autor dosadnie i pięknie odzwierciedla role pszczół w codziennym życiu ludzi. Nie będziemy w tym miejscu interpretowali wiersza, ponieważ każdy powinien mieć prawo do własnej refleksji. Napiszemy jednak tylko tyle, że w naszej ocenie pszczoły w wierszu symbolizują życie, tam gdzie pszczół nie ma – w zakamarku podziemnym – nie ma również życia.

„Pszczoły”

Bolesław Leśmian

W zakamarku podziemnym, w mieszkalnym pomroku,
Gdzie zmarły zamiast dachu ma nicość nad głową.
W pewną noc Wiekuistą, a dla nas – Lipcową
Coś zabrzękło… śmierć słyszy i przynagla kroku…

A to – pszczoły zmyliwszy istnienia ścieżynę
Zboczyły do tych pustek jak do złego ula!
Rój się iskrzy tak obco, tak brzęcząco hula.
Że strach w mroku tę jurną ujrzeć pozłocinę!…

A zmarli w zachwyceniu, źrenicę rozwiewną
Przesłaniając od blasku skruszałych rąk wiórem.
Tłoczą się cień do cienia i wołają chórem:
„To – pszczoły! Pamiętacie? To – pszczoły na pewno!”

Przytłumione snem bóle na nowo ich trawią!
Wdzięczni drobnym owadom za zbudzoną ranę.
Z wszystkich sił swej nicości patrzą w skry zbłąkane,
Co wzdłuż śmierci i w poprzek żywcem się złotawią…

Znali niegdyś te cudła złotego pomiotu. 
A dzisiaj, zaniedbani w swych mgieł niedobrzysku, 
Podziwiają skrzydlatą szaradę rozbłysku 
I chyżą łamigłówkę brzęczącego lotu! 

Ale drogę powrotną zwęszywszy – w odmęcie
Pszczoły lśnią się gromadą już co chwila rzadszą.
Już – w świat się przedostając, gasną na zakręcie
Już ich – nie ma! A oni wciąż patrzą i patrzą..