… i nastąpiło wielkie WYROJENIE …

DSC_0048_Fotor

W niedzielę 8 maja br. mieliśmy bardzo „zaplanowany dzień”. Od samego rana byliśmy na nogach. Podczas naszego nie-zajmowania-się pszczołami dostaliśmy telefon od Mamy Mateusza: „Pszczoły dziwnie wyleciały z ula. Bardzo dużo pszczół. Krążą wokół tui”. Po takiej informacji na chwilę zamarliśmy.

Po zimie mamy bardzo silną rodzinę. Była na tyle duża, że przewróciła plaster miodu, który obsiadła. Tyle było tych pszczół. Chciałoby się powiedzieć, że przecież dołożyliśmy im 10 „nadstawek” (małych ramek) i 5 dużych ramek z węzą i „ramkę pracy” ostatnio oczyściliśmy do zera. Czerw trutniowy usunięty. Matecznika brak. Jak to się mogło zatem stać?

Nie czas było na pytania. Wzięliśmy się do działania.

Dotychczasowe plany pożegnaliśmy wraz z odebraniem telefonu i popędziliśmy do pasieki. Poprosiliśmy tylko Mamę Mateusza o uderzanie kamieniem o kamień (Babcia Mateusza opowiedziała nam kiedyś historię, że jak na polu widziało się lecący rój to stukało się kamieniem o kamień żeby pszczoły myślały, że idzie burza i osiadały na ziemi/drzewie. Potem biegło się po pszczelarza żeby je odebrał). Ta opowieść stała się dzisiaj naszą „prawdą” – która poskutkowała :-)

Na miejscu okazało się, że pszczoły były wszędzie! Rozpiętość ich krążenia to dobre kilka metrów i to na różnych poziomach wysokości. Było ich generalnie pełno. Gdzie nie patrzeć tam pszczoły, które to latają tak jak murarki w okresie godowym – niby bez ładu i składu. Na szczęście metoda z uderzaniem kamień o kamień odniosła fenomenalny skutek i pszczoły generalnie skupiły się już na tui, ale mimo tego duża ich część krążyła – najważniejsze, że od uderzania wszystkie się bardziej skupiły w jednym punkcie na tui. W międzyczasie stary ul został szybko wypalony, aby mieć pewność, że jest czysty :)

Z książek wynikało, że roje siadają często na gałęziach z których wystarczy je strzepnąć do pojemnika, jak również to że w czasie rojenia są bezpieczne jak baranki. Żadna z tych prawd się do końca u nas nie sprawdziła. U nas pszczoły usiadły w środku tui… i od jego środka na gałęziach pochylając je dość znacznie. Podczas strzepywania – z uwagi na to, że miały być w nastroju rojowym nieżądlące – zrezygnowaliśmy z dużej części zabezpieczeń. Przy drugim zrzucie poczuliśmy, że nie był to dobry pomysł i z trudem możemy pisać dzisiejszego posta :-) Niby wyjątek potwierdza regułę, ale następnym razem nie będziemy tak ślepo wierzyli książkom.

DSC_0037 2_Fotor
„Nowy” rój wyrzuciliśmy do nowego ula i zamknęliśmy. Trochę to poskutkowało – pszczoły latające zaczęły wchodzić do ula (czyli udało nam się strzepnąć Matkę). Duża ich jednak część dalej krążyła wokół ula i w odległości kilku metrów od niego na różnych poziomach wysokości. I ot genialny pomysł – zrobiliśmy im mały prysznic. Zraszaczem zaczęliśmy lać niebo. Zrobiła się mżawka – zbawienna mżawka – po której pszczoły zaczęły stopniowo ograniczać zasięg latania, aż w końcu skupiły się na wchodzeniu do „nowego ula”. SUKCES! Pytania tylko – czy aby napewno „leci z nami Matka”?
DSC_0041_Fotor

Po przygotowaniu ramek i wtopieniu węzy, z dedykacją do nowego ula, poszliśmy sprawdzić nasz pierworodny ul i to czy jest tam nasza zielona Matka. Na miejscu czekało na nas nie lada zaskoczenie…. Matka, która była jak nam się wydawało – zamknięta w klateczce aby nie zaczerwić modni – ulotniła się. Natomiast na ramkach znaleźliśmy mateczniki – w części wygryzione. Matki wygryzionej brak. Odczekamy kilka dni i zobaczymy czy pojawią się nowe mateczniki. Czerwiu i miodu w ulu był sporo, więc liczymy na to, że same sobie poradzą, a my znajdziemy i oznaczymy nową Matkę. Dodatkowo odebraliśmy już 7 nadstawek pełnych miodu (dla siebie) i 1 ramkę z czerwiem i miodem (na wzmocnienie do „Nowego ula”). Wyjęliśmy klateczkę w której powinna być Matka i daliśmy puste ramki. Na tym pracę zakończyliśmy.

W nowym ulu był szok.

DSC_0042_Fotor_Collage

Ile tych pszczół tam było! Nie miały w nowym ulu ramek – z uwagi na niezaplanowaną szybką akcję – tak więc siedziały na sobie warstwami. Były bardzo łagodne i nie trzeba ich było nawet odymiać. Włożyliśmy im zatem nowe ramki bo bez nich nie sposób w tym tłumie znaleźć królowej.

DSC_0053_Fotor

Na widok ramek na dole ula ruszyła się fala pszczół żywo nimi zainteresowanych. Widać, że takie siedzenie na sobie rzędami nie jest dla nich wcale takie przyjemne. Włożyliśmy im też czerw – na wszelki wypadek gdyby Matka z nimi jednak nie przyleciała. Damy im kilka dni i już ze zniecierpliwieniem czekamy na to co będzie czekało na nas jak przyjedziemy …. :-) A mamy nadzieję, że będą to dwie spokojne Matki z dwiema mocnymi rodzinami i komórkami miodem płynącymi!

DSC_0049_Fotor

Nasze rady na „zdobycie” roju po przeżyciu wyrojenia:

1) regularne, głośne uderzanie kamieniem o kamień – stara metoda, a ciągle aktualna – pszczoły będą myślały, że idzie burza i osiądą na ziemi;

2) mżawka na gorącą rojową atmosferę – pszczoły już nie będą tak krążyły tylko będą osiadały się w punkcie królowej;

3) wcześniej oczyszczone ramki i wtopiona węza – my ich nie mieliśmy przygotowanych i musieliśmy je kompletować już na miejscu co zabiera cenny czas;

4) wypalenie ula bezpośrednio przed osiedleniem rodziny – nowy/stary nieużywany ul w naszej ocenie i tak trzeba wypalić bezpośrednio przed osiedleniem rodziny tak aby mieć pewność, że żadne bakterie nas i naszą rodzinę nie zaskoczą;

5) jeżeli jest taka możliwość to poszukać królowej w nowym ulu – u nas nie było takiej możliwości – było ich za dużo i za gęsto siedziały w ulu;

6) sprawdzić czy w starym ulu jest królowa i czy są mateczniki wygryzione/nie wygryzione – rodzina bez Matki może zginąć;

7) przełożyć czyste ramki z czerwiem i miodem do nowego ula, żeby zwiększyć pewność, że rodzina się nie ulotni i osiądzie na nowych ramkach – komfort w ulu się poprawi; czerw na wzmocnienie i dlatego, że nie odnaleźliśmy Matki;

8) rozważne rezygnowanie z zabezpieczeń tj. kapeluszy/rękawic.

To chyba nasze generalne rady po wyrojeniu. Dwa lata temu pszczoły nam się nie wyroiły, ponieważ samodzielnie podzieliliśmy rodzinę. W tym roku nastawiliśmy się na miód, którego jest najwięcej przy mocnej rodzinie. Zazwyczaj jak rodziny się podzieli to nie ma co liczyć w tym konkretnym roku na dużo miodu – chyba, że miejsce jest bogate w pożytki, a rodziny wyjątkowo są mocne. Nasza rodzina zadecydowała trochę sama, więc mamy nadzieję, że pasieka udźwignie ten dodatkowy „ciężar”, a po kilku tygodniach będą funkcjonowały dwa równowartościowe i mocne ule!

DSC_0073_Fotor

DSC_0067_Fotor_Collage

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *