Dzień Pszczół

Dziś jest święto wszystkich pszczół – Dzień Pszczoły. Jest co świętować – sezon „miodny” dla nas się już skończył i był bardzo owocny. Tylko nieliczni pszczelarze zbiorą jeszcze miód nawłociowy, wrzosowy lub spadziowy. Czas odwdzięczyć się pszczołom za ich wszystkie produkty: miód, propolis, pyłek, mleczko, pierzgę i jad i zacząć przygotowywać rodziny na zimę. Musimy o nie dbać.

Święto Pszczoły, nie jest jednak tylko świętem pszczelarzy, ale powinno być dniem szczególnym dla Nas wszystkich – przecież to dzięki pszczołom powstaje duża ilość żywności. W ramach wdzięczności dla tych owadów, każdy możne np. zasadzić w swoim ogródku, na balkonie, rośliny miododajne, takiej jak chabry, szałwia, żmijowiec czy lipa. Także wspierając lokalnych pszczelarzy, którzy na co dzień zajmują się pszczołami (poprzez kupowanie od nich miodu i innych produktów pszczelich) pomaga się pośrednio pszczołom.

Nie można także zapomnieć o innych pszczołach, także niezwykle ważnych dla ekosystemu, a trochę mnie popularnych od pszczoły miodnej – tzw. dzikich pszczołach. Dbajmy i o nie, gdyż od ich pracy także zależy ilość owoców, warzyw i ziół. Dla nich, oprócz obsadzania roślinami miododajnymi, możemy budować domki z rurek trzcinowych, czy przeznaczyć część wystrzyżonego trawnika w naszym ogrodzie na małą łąkę.

Dziś dzień Pszczół – każdy może zrobić małe postanowienie na nowy rok – jak wesprze te niezwykle pracowite i inteligentne owady, tak aby były cały czas wśród nas.

SONY DSC

kwiaty4

Pszczoły na naszym balkonie – 2016

W ubiegłym roku pisaliśmy o pszczołach – murarkach na naszym balkonie http://www.wylotkinawarszawe.pl/nasza-pasieka/mini-pasieka-na-naszym-balkonie/. Pomysł z murarkami okazał się sukcesem po pierwsze dlatego, że był przyjemny ruch na balkonie, a po drugie dlatego że murarki są bardzo ciekawskimi zwierzętami.

Jeszcze nie tak dawno nie wiedzieliśmy nawet jak wyglądają murarki http://www.wylotkinawarszawe.pl/nasza-pasieka/zagadkowe-pszczele-morderstwo-w-schonbrunn/. Potem udało nam się rozwikłać zagadkę i oszaleliśmy z miłości do nich http://www.wylotkinawarszawe.pl/nasza-pasieka/to-nie-walka-a-milosc-w-schonbrunn/. Murarki uwiodły nas swoją delikatnością (nie żądlą) i pracowitością. Pasiekę mamy „kawałek” od mieszkania zatem murarki stanowią przyjemny „zastępnik” dla pszczoły miodnej – dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Na balkonie sprawdziły się zatem świetnie. Na ten rok – 2016 zostało nam dużo zabudowanych rurek, które to przetrzymywaliśmy przez zimę w lodówce (innej niż ta na produkty spożywcze w kuchni). Z części rurek postanowiliśmy nie wyjmować kokonów w których były murarki – co było ryzykowne, ponieważ nie ze wszystkich kokonów mogły wygryźć się młode i tym samym mogły zablokować małe. Wierzyliśmy jednak, że natura to natura i nie będziemy w nią aż tak – tym razem – ingerowali.

Część kokonów (z dwóch rurek) wyjęliśmy i włożyliśmy do szklanego słoika. Wnioski: pierwsze murarki wygryzły się właśnie z tych wyjętych kokonów.

DSC_0109_Fotor

DSC_0111_Fotor

Zdjęcie 1 i 2: Kokony otoczone czarnymi odchodami.

… i nastąpiło wielkie WYROJENIE …

DSC_0048_Fotor

W niedzielę 8 maja br. mieliśmy bardzo „zaplanowany dzień”. Od samego rana byliśmy na nogach. Podczas naszego nie-zajmowania-się pszczołami dostaliśmy telefon od Mamy Mateusza: „Pszczoły dziwnie wyleciały z ula. Bardzo dużo pszczół. Krążą wokół tui”. Po takiej informacji na chwilę zamarliśmy.

Po zimie mamy bardzo silną rodzinę. Była na tyle duża, że przewróciła plaster miodu, który obsiadła. Tyle było tych pszczół. Chciałoby się powiedzieć, że przecież dołożyliśmy im 10 „nadstawek” (małych ramek) i 5 dużych ramek z węzą i „ramkę pracy” ostatnio oczyściliśmy do zera. Czerw trutniowy usunięty. Matecznika brak. Jak to się mogło zatem stać?

Nie czas było na pytania. Wzięliśmy się do działania.

Dotychczasowe plany pożegnaliśmy wraz z odebraniem telefonu i popędziliśmy do pasieki. Poprosiliśmy tylko Mamę Mateusza o uderzanie kamieniem o kamień (Babcia Mateusza opowiedziała nam kiedyś historię, że jak na polu widziało się lecący rój to stukało się kamieniem o kamień żeby pszczoły myślały, że idzie burza i osiadały na ziemi/drzewie. Potem biegło się po pszczelarza żeby je odebrał). Ta opowieść stała się dzisiaj naszą „prawdą” – która poskutkowała :-)

Na miejscu okazało się, że pszczoły były wszędzie! Rozpiętość ich krążenia to dobre kilka metrów i to na różnych poziomach wysokości. Było ich generalnie pełno. Gdzie nie patrzeć tam pszczoły, które to latają tak jak murarki w okresie godowym – niby bez ładu i składu. Na szczęście metoda z uderzaniem kamień o kamień odniosła fenomenalny skutek i pszczoły generalnie skupiły się już na tui, ale mimo tego duża ich część krążyła – najważniejsze, że od uderzania wszystkie się bardziej skupiły w jednym punkcie na tui. W międzyczasie stary ul został szybko wypalony, aby mieć pewność, że jest czysty :)

Z książek wynikało, że roje siadają często na gałęziach z których wystarczy je strzepnąć do pojemnika, jak również to że w czasie rojenia są bezpieczne jak baranki. Żadna z tych prawd się do końca u nas nie sprawdziła. U nas pszczoły usiadły w środku tui… i od jego środka na gałęziach pochylając je dość znacznie. Podczas strzepywania – z uwagi na to, że miały być w nastroju rojowym nieżądlące – zrezygnowaliśmy z dużej części zabezpieczeń. Przy drugim zrzucie poczuliśmy, że nie był to dobry pomysł i z trudem możemy pisać dzisiejszego posta :-) Niby wyjątek potwierdza regułę, ale następnym razem nie będziemy tak ślepo wierzyli książkom.

DSC_0037 2_Fotor
„Nowy” rój wyrzuciliśmy do nowego ula i zamknęliśmy. Trochę to poskutkowało – pszczoły latające zaczęły wchodzić do ula (czyli udało nam się strzepnąć Matkę). Duża ich jednak część dalej krążyła wokół ula i w odległości kilku metrów od niego na różnych poziomach wysokości. I ot genialny pomysł – zrobiliśmy im mały prysznic. Zraszaczem zaczęliśmy lać niebo. Zrobiła się mżawka – zbawienna mżawka – po której pszczoły zaczęły stopniowo ograniczać zasięg latania, aż w końcu skupiły się na wchodzeniu do „nowego ula”. SUKCES! Pytania tylko – czy aby napewno „leci z nami Matka”?
DSC_0041_Fotor

Po przygotowaniu ramek i wtopieniu węzy, z dedykacją do nowego ula, poszliśmy sprawdzić nasz pierworodny ul i to czy jest tam nasza zielona Matka. Na miejscu czekało na nas nie lada zaskoczenie…. Matka, która była jak nam się wydawało – zamknięta w klateczce aby nie zaczerwić modni – ulotniła się. Natomiast na ramkach znaleźliśmy mateczniki – w części wygryzione. Matki wygryzionej brak. Odczekamy kilka dni i zobaczymy czy pojawią się nowe mateczniki. Czerwiu i miodu w ulu był sporo, więc liczymy na to, że same sobie poradzą, a my znajdziemy i oznaczymy nową Matkę. Dodatkowo odebraliśmy już 7 nadstawek pełnych miodu (dla siebie) i 1 ramkę z czerwiem i miodem (na wzmocnienie do „Nowego ula”). Wyjęliśmy klateczkę w której powinna być Matka i daliśmy puste ramki. Na tym pracę zakończyliśmy.

W nowym ulu był szok.

DSC_0042_Fotor_Collage

Ile tych pszczół tam było! Nie miały w nowym ulu ramek – z uwagi na niezaplanowaną szybką akcję – tak więc siedziały na sobie warstwami. Były bardzo łagodne i nie trzeba ich było nawet odymiać. Włożyliśmy im zatem nowe ramki bo bez nich nie sposób w tym tłumie znaleźć królowej.

DSC_0053_Fotor

Na widok ramek na dole ula ruszyła się fala pszczół żywo nimi zainteresowanych. Widać, że takie siedzenie na sobie rzędami nie jest dla nich wcale takie przyjemne. Włożyliśmy im też czerw – na wszelki wypadek gdyby Matka z nimi jednak nie przyleciała. Damy im kilka dni i już ze zniecierpliwieniem czekamy na to co będzie czekało na nas jak przyjedziemy …. :-) A mamy nadzieję, że będą to dwie spokojne Matki z dwiema mocnymi rodzinami i komórkami miodem płynącymi!

DSC_0049_Fotor

Nasze rady na „zdobycie” roju po przeżyciu wyrojenia:

1) regularne, głośne uderzanie kamieniem o kamień – stara metoda, a ciągle aktualna – pszczoły będą myślały, że idzie burza i osiądą na ziemi;

2) mżawka na gorącą rojową atmosferę – pszczoły już nie będą tak krążyły tylko będą osiadały się w punkcie królowej;

3) wcześniej oczyszczone ramki i wtopiona węza – my ich nie mieliśmy przygotowanych i musieliśmy je kompletować już na miejscu co zabiera cenny czas;

4) wypalenie ula bezpośrednio przed osiedleniem rodziny – nowy/stary nieużywany ul w naszej ocenie i tak trzeba wypalić bezpośrednio przed osiedleniem rodziny tak aby mieć pewność, że żadne bakterie nas i naszą rodzinę nie zaskoczą;

5) jeżeli jest taka możliwość to poszukać królowej w nowym ulu – u nas nie było takiej możliwości – było ich za dużo i za gęsto siedziały w ulu;

6) sprawdzić czy w starym ulu jest królowa i czy są mateczniki wygryzione/nie wygryzione – rodzina bez Matki może zginąć;

7) przełożyć czyste ramki z czerwiem i miodem do nowego ula, żeby zwiększyć pewność, że rodzina się nie ulotni i osiądzie na nowych ramkach – komfort w ulu się poprawi; czerw na wzmocnienie i dlatego, że nie odnaleźliśmy Matki;

8) rozważne rezygnowanie z zabezpieczeń tj. kapeluszy/rękawic.

To chyba nasze generalne rady po wyrojeniu. Dwa lata temu pszczoły nam się nie wyroiły, ponieważ samodzielnie podzieliliśmy rodzinę. W tym roku nastawiliśmy się na miód, którego jest najwięcej przy mocnej rodzinie. Zazwyczaj jak rodziny się podzieli to nie ma co liczyć w tym konkretnym roku na dużo miodu – chyba, że miejsce jest bogate w pożytki, a rodziny wyjątkowo są mocne. Nasza rodzina zadecydowała trochę sama, więc mamy nadzieję, że pasieka udźwignie ten dodatkowy „ciężar”, a po kilku tygodniach będą funkcjonowały dwa równowartościowe i mocne ule!

DSC_0073_Fotor

DSC_0067_Fotor_Collage

ŁOWCY MIODU – recenzja filmu

Łowcy miodu. Pokaz przedpremierowy + spotkanie 20.04

Dzisiaj byliśmy na przedpremierowym filmie „Łowcy miodu” – „dokumentu przedstawiającego świat człowieka i natury z punktu widzenia roju pszczół”.

Film okazał się faktycznie dokumentem, ale w naszej ocenie był on jednak przedstawiony z punktu widzenia ludzi, nie zaś roju pszczół. Łowcami miodu okazali się autorzy dokumentu, nie zaś pszczoły. Jakby nie było to ludzie byli narratorami i to ludzie „wdzierali” się do świata pszczół. A wdarli się tak, że pokazali malutką część świata pszczół, ale piękną bo pierwotną. Filmy dokumentalne o pszczołach zazwyczaj koncentrują się na wprowadzeniu odbiorcy w tzw. strukture organizacyjną ula. Natomiast w filmie „Łowcy miodu” nie odnajdziemy takiego pouczania, a naprawdę ciekawskie scenki składające się na fascyjnujące życie pszczelarzy na różnych punktach ziemi.

Bartnik

źródłó: wikimedia.org

Zdradzimy tylko, że podczas filmu pokazane były miejsca – obcięta kłoda = kłoda bartna/ żywe drzewo/ skały/ tradycyjny ul – w których mogą żyć pszczoły. Historycznie pszczoły nie były bowiem trzymane jak to się robi obecnie w ulach, lecz w „barciach” (wydrążonych dziurach w drzewie), a pszczelarzy nazywało się bartnikami.


Słownik:

ul -> barć

pszczelarz -> bartnik

kapelusz pszczelarski -> sitko

pszczoła żyjąca w lesie -> borówka

młode niedźwiedzie dobierające się do barci -> bartniczki (stąd ciężko o formę żeńską zawodu bartnika.. :-))

Przedstawicielem polskich bartników na filmie był Adam Kolator „augustowski” bartnik, który okazał się przesympatycznym człowiekiem z zaraźliwym błyskiem w oku. Tegoroczne wakacje mamy już więc częściowo zaplanowane.

600_951052201630088_5777667985266993072_n

źródło: https://www.facebook.com/mayflyPL/

Treści całego filmu nie chcemy zdradzać aby jak najwięcej osób zdecydowało się go zobaczyć, ponieważ warto.

IMAG0227_Fotor_Collage

Poniżej oficjalny opis filmu:

Film „Łowcy miodu” w reżyserii Krystiana Matyska opowiada o odrodzeniu tradycyjnego bartnictwa, tajnikach miejskiego pszczelarstwa oraz fascynującym życiu pszczół.

„Łowcy miodu” to film z życia pszczół i ludzi. Rój pszczeli, aby żyć, musi być stale w ruchu. Aby zgłębić i ukazać widzowi tajniki życia pszczół, kamera wchodzi do wnętrza współczesnego ula i tradycyjnej barci, wyciosanej – „wydzianej” w pniu wiekowego drzewa. Wędruje po polach, dzikich lasach, górach i … wielkich miastach Europy i Azji.

Życie każdego roju to Kosmos w miniaturze, który rządzi się swoimi odwiecznymi prawami. Widz wreszcie na własne oczy zobaczy jak pszczoła przychodzi na świat, jak robotnice dbają o matkę roju, jak broniąc ula walczą z intruzami (często na śmierć i życie). I jak wygląda świat natury i ludzi, oglądany oczami jednej pszczoły, harującej od świtu do zachodu słońca i tysięcy pszczół, które zrobią wszystko, aby ich rój przetrwał.

Tradycję oraz tajniki zawodu bartnika pragnie poznać Magdalena Popławska, aktorka awangardowego teatru, która interesuje się zdrowym trybem życia oraz ekologią. Wspólnie z Magdą wyruszamy w podróż do Augustowa, Baszkirii oraz Nepalu. Uczymy się bartnictwa, poznajemy niezwykłe relacje pomiędzy pszczołami i ludźmi.

Natomiast razem z Kamilem Bajem, pszczelarzem miejskim, przyglądamy się pasiekom na dachach warszawskich budynków oraz podążamy do Francji, gdzie zobaczymy paryskie ule zainstalowane na dachu katedry Notre Dame.

Od wielu milionów lat pszczoły pracowicie budują środowisko naturalne naszej planety. Dziś giną, w niespotykanej dotąd skali. Jednym ze sposobów na ratunek wydaje się być właśnie pszczelarstwo miejskie oraz przywracanie tradycji bartnictwa – hodowli dzikich pszczół w lasach. Może właśnie sięgając do przeszłości, w pierwotnym środowisku i modelu współżycia pszczół i ludzi czyli w bartnictwie można znaleźć sposób ratunku? Film stara się znaleźć odpowiedź na to pytanie. Tradycyjni bartnicy i pszczelarze umieją się porozumieć pomimo bariery języków, epok i kultur – bo pilnie śledzą mądrość pszczół i umieją się od nich uczyć.

źródło: http://arkanastudio.pl/films2/honey-hunters/

 

Zwiastun:

Długie zimowe wieczory

Zima to dla pszczelarza przede wszystkim czas odpoczynku. Jest to jednak także dobry czas na majsterkowanie i przygotowanie sprzętu pszczelarskiego do nadchodzącego sezonu. W tym roku, w długie zimowe wieczory opracowywaliśmy koncepcję poidełka dla pszczół, czyli specjalnego  punktu z którego pszczoły mogą pić wodę. Pszczoły bowiem nie samym chlebem żyją i wody także do życia potrzebują. Woda odgrywa duże znaczenie w życiu pszczół, które dzięki niej mogę także regulować temperaturę w środku ula w upalne letnie dni. Dotychczas nasze pszczoły pobierały wodę występującą w okolicy pasieki. W zeszłym sezonie doświadczony pszczelarz z Kutna przekonał nas jednak jak ważny jest dla pszczół bliski dostęp do wody, zwłaszcza w okresie wczesnej wiosny. Wtedy bowiem, ze względu na występujące różnice temperatur pomiędzy miejscami nasłonecznionymi a tymi wilgotnymi, zwykle pozostającymi w cieniu, lot po wodę może być dla zmęczonej zimowlą pszczoły bardzo niebezpieczny. Dlatego pszczoły nie powinny oddalać się zbytnio od ula i powinny mieć stałe źródło czystej wody w pobliżu ula. Wzorcowe poidełko dla pszczół wyglądało tak:

wylotki_na_warszawe_1

Zainspirowaniu poidłem pszczelarza z Kutna próbowaliśmy w zimę wyhodować mech, z którego mogłyby pszczoły pobierać wodę. Niestety próby te spełzły na niczym, a hodowla mchu okazała się sztuką trudną i wymagającą dużo cierpliwości. Postanowiliśmy więc zrealizować na razie inną koncepcję poidełka, przy wykorzystaniu tego samego rozwiązania: samonapełniającego się poidełka. Oto rezultaty:

 wylotki_na_warszawe_2

Piękny listopadowy dzień

1 listopada to w Warszawie był bardzo piękny dzień. Świeciło słońce, temperatura wzrosła do ok. 13-14 stopni. Takiej okazji nie mogły przegapić nasze pszczoły. Pomimo, że jest już listopad, ciepło i promienie słońca skłoniły je do opuszczenia ula i szukania pokarmu. Z jednej strony każdego pszczelarza cieszy widok pracujących pszczół (i to w listopadzie), bowiem mogą uzupełniać jeszcze zapasy na zimę, wypróżnić się i rozprostować skrzydła. Z drugiej jednak strony obserwowaliśmy je z pewnym niepokojem. Nie tylko bowiem pszczoły, pracując męczą się – a przed zimą powinny raczej odpoczywać. Martwiliśmy się też, aby nie przyszło im do głowy rozpocząć składać jaja i wychowywać kolejne pokolenie pszczół. Ocieplenie może sprawić, że rodzina pszczela podejmie strategiczną decyzję o rozpoczęciu czerwienia. Jest to w późnym okresie jesiennym bardzo niekorzystne, ponieważ szanse na wychowanie młodych pszczół są bardzo niskie (jeśli nie zerowe), o ile okres ciepła (także w nocy) nie będzie na tyle długi aby zdążyły się one wykluć. Utrata młodego czerwiu ze względu na zbyt niskie temperatury, niesie za sobą ryzyko chorób dla pozostałych pszczół i może skutkować śmiercią całej rodziny. Istotne jest też to, że przygotowanie komórek do złożenia jaj, karmienie czerwiu, jego ogrzewanie, zasklepianie komórek, a także ich czyszczenie to duży wysiłek dla pszczół, które w tym okresie powinny już sobie odpoczywać, aby dotrwać do wiosny i wtedy wychować swoich następców. Dlatego dla rodziny pszczelej rozpoczęcie czerwienia w tym okresie byłoby skrajnie niekorzystne. Mamy nadzieję, że nasze pszczoły nie popełniły tego błędu (świadczy o tym brak pyłków na nóżkach pszczół, który jest pokarmem dla czerwiu i świadczy o jego obecności w ulu). Cieszy także brak trutni – co oznacza, że pszczoły już wygnały panów na zimę z domu… Oznacza to, że chyba wszystko idzie w dobrym kierunku, zgodnie z naturą. 

wylotkinawarszawe

Kwiecisty temat – NEKTAR :)

1

Nektar jest uwielbiany przez pszczoły, ponieważ jest w nim zazwyczaj aż 56% (!) cukrów co oznacza, że jest w nim mniej wody, którą to następnie pszczoły muszą odparowywać na ramkach. Dlaczego więc pszczoły – z praktycznego punktu widzenia – nie magazynują samego nektaru?

kwiaty2Odpowiedź jest dość prosta, rośliny nie „nektarują” nieprzerwanie przez cały okres swojego kwitnienia. W temperaturze powietrza poniżej 10°C i powyżej 34°C wydzielanie nektaru się nie odbywa. Temperaturą sprzyjającą do produkcji nektaru jest 16-28°C. Ponadto, na jego ilość mają również wpływ inne czynniki, jak chociażby wilgotność powietrza (powietrze suche spowalnia „nektarowanie”), siła wiatru (zimny, suchy i gorący wiatr nie jest korzystny). Jeżeli wiatr jest silny to kwiaty mogą w ogóle nie wydzielać nektaru, a pszczoły nie są wstanie odbywać lotów. Ilość nektaru zależy również od rodzaju miododajnej rośliny (w niektórych roślinach jest zaledwie 5% cukru, w innych może być nawet jego 70%; gdy nektaru jest poniżej 5% to pszczoły tracą nim zainteresowanie), jak również umiejscowienia nektarek (u fiołka nektar jest schowany w ostrodze, ale w wielu kwiatach nektarniki są odkryte dla wszystkich owadów co zwiększa konkurencje w ich zdobywaniu, jak również łatwość jego wypłukiwania się przez deszcz).

2

Po co roślinie nektar? Nektar jest pośrednio potrzebny roślinom owadopylnym do ich rozmnażania. Nektar ma na celu zwabienie owadów do konkretnej rośliny. Gdy taki owad zostanie zwabiony to podczas „przepychania” się po nektar ociera się również o pyłek, który to następnie przylepia się do niego i przemieszcza wraz z owadem po innych roślinach. W wyniku czego dochodzi do rozmnażania roślin.

Zapraszamy do oglądania naszych autorskich zdjęć :) Lato jest takie piękne!

kwiaty4kwiaty2anokwiaty 3

Dom dla pszczół na naszym balkonie

DSC01367_Fotor

Po wiedeńskich rewelacjach związanych z odkryciem nowego gatunku pszczół – murarek ogrodowych (rudych), postanowiliśmy poznać je jeszcze bliżej. Nie ma zaś lepszego sposobu na poznanie pszczół jak nie rozpoczęcie ich hodowli.

Dlatego też, wraz z początkiem kwietnia nasz inwentarz powiększył się o kilkanaście nowych pszczół – murarek ogrodowych (rudych), które to postanowiliśmy hodować na balkonie.

Murarki ogrodowe są niegroźnym gatunkiem pszczół – nie posiadającym żądła i prowadzącym samotniczy tryb życia. Nie żyją one w ulu, lecz w „rurkach” będących pustymi w środku łodygami roślin, najczęściej z trzciny. W praktyce przy zakupie pszczół murarek dostaje się kilka rurek startowych, z których część jest pusta, zaś kilka jest wypełnionych kokonami młodych pszczół. Pszczelarze często samodzielnie wyłuskują te kokony (zasklepione jeszcze w rurkach) i przekładają je chociażby do plastikowego pudełka z dziurkami.

DSC_0131_Fotor_CollageRurka z kokonami pszczół.

 DSC_0128_Fotor_CollagePudełko z kokonami pszczół.

Po co pszczelarze wyłuskują z rurek kokony z młodymi pszczołami?

W jednej rurce może znajdować się kilka, a nawet kilkanaście pszczelich kokonów. Pszczoły murarki składają bowiem w nich jajka z których to w następnym stadium powstają larwy.

Są one kolejno składane i zasklepiane przez pszczoły. Właśnie takie kolejne zasklepianie jaj jest powodem dla którego pszczelarze decydują się na samodzielne ich wyjęcie. Co do zasady, pierwsza budzi się pszczoła, która jako ostatnia zostaje zasklepina (zamurowana) w rurce. Następnie każda kolejna z rurki. Może się jednak zdarzyć tak, że pszczoła która jest druga lub trzecia w kolejce do wyjścia z rurki nie wygryzie się z jaja w wyniku samoistnego obumarcia. Spowoduje to w praktyce, że pszczoła która się za nią znajduje nie może wydostać się z rurki, gdyż wejście do niej jest tylko z jednej strony i jest dodatkowo tamowane przez jajo nienarodzonej pszczoły. Takie obumarcie jaja znajdującego się na samym wierzchu rurki może w praktyce spowodować, że pomimo, tego iż pozostałe pszczoły są gotowe do wygryzienia się z jaj nie mogą tego zrobić i z całej rurki pełnej pszczelich jaj nie będziemy mieli żadnej pszczoły.

Cykl życiowy murarek jest bardzo krótki i rozpoczyna się wczesną wiosną. Najpierw z jaj wygryzają się samce, a około dwóch tygodni później samice. Po ich kopulacji, samce umierają, zaś samice składają jaja z pszczołami na kolejny rok. Zdjęcie z kopulacji murarek zamieściliśmy w dwóch kolejnych po sobie postach, tak więc osoby zainteresowane zdjęciami w tego wydarzenia zachęcamy do zapoznania się z postami poniżej.

My nasze pszczoły murarki mamy na balkonie w samodzielnie przygotowanym drewnianym domku. Natomiast część rurek otrzymaliśmy od pszczelarza od którego kupiliśmy pszczoły, a drugą część z pobliskiego lasu i łąk. Pszczoły zasklepione w rurkach zaczęły się wygryzać już w połowie kwietnia, zaś zaczęły składać kolejne jaja już na początku maja.
DSC01380_Fotor

DSC01356_Fotor_Collage

Obserwowanie tych pszczół jest bardzo absorbujące i nawet nasi rodzice, znajomi zapragnęli mieć takie maleństwa na balkonie :) Mamy nadzieję, że fotorelacje z tych przyszłych mini-pasiek będziemy mogli upublicznić tu już za rok. Tymczasem wszystkich zastanawiających się nad posiadaniem takich balkonowych zwierzaków zapewniamy o ich spokojnym charakterze, pracowitości i dużej dawki „ciekawskich” obserwacji, o których to będziemy informować w kolejnych postach.

 

To nie WALKA, lecz MIŁOŚĆ w Schönbrunn…

pszczele

W poście z dnia 25 stycznia 2015 roku opisywaliśmy ciekawską scenę z życia pszczół – a mianowicie „walkę” (?) pszczół. W niedługim czasie po publikacji postu otrzymaliśmy sugestię od użytkowanika Capra Hircus i Wojciecha Kotlickiego (za które dziękujemy), że to może być niekoniecznie walka, lecz bardziej kopulacja pszczół.

Pierwsza reakcja to szok i niedowierzanie, przecież pszczoły robotnice nie kopulują między sobą, a żadna z nich nie wygląda na trutnia… Zweryfikowaliśmy informacje i okazało się, że faktycznie myliliśmy się i moment przez nas uwieczniony był bardziej pozytywnym niż negatywnym zjawiskiem :) Zdjęcie przez nas wykonane uwieczniły bowiem moment faktycznej kopulacji pszczół murarek ogrodowych (Osmia rufa).

Pszczoła murarka jest jednym z gatunków pszczół samotnic i jej nazwa pochodzi od sposobu zakładania gniazd, gdyż pszczoła budując gniazdo „muruje” je przy użyciu gliny lub piasku zmieszanego ze śliną. Pszczoły murarki nie posiadają również królowej i trutni – są typami samotników. Nie produkują one również miodu i są pozbawione agresji – stąd możliwość ich dotykania. Samce posiadają również białe owłosienie głowy i dłuższe czułka, a samica ma bardziej żółtawe ubarwienie i krótsze czułka. Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy pszczoły murarki choć o niej słyszeliśmy i chcieliśmy dowiedzieć się o niej czegoś więcej… W tym celu w zeszłym roku przygotowywaliśmy dla niej nawet siedlisko na balkonie, lecz żadna murarka się nie skusiła. Kto by pomyślał, że spotkamy je w parku w centrum Wiednia :)

pszcz

Zagadkowa pszczela bitwa w Schönbrunn

schonbrun

Wycieczka do Wiednia była jednym z najciekawszych wyjazdów na których byliśmy ale to nie tylko za sprawą doborowego towarzystwa, ale również ciekawskiego pszczelego odkrycia.

Pewnego dnia podczas naszego wyjazdu wybraliśmy się na zwiedzanie pałacu w Schönbrunn. Pogoda jak widać na zdjęciach bardzo nam dopisała, dlatego większość czasu spędzaliśmy przechadzając się po przylegających do pałacu ogrodach.

schonbrun2

Podczas uskuteczniania takich spacerów Mateusz zauważył, że nisko nad przypałacowym trawnikiem krążą chmary owadów. Po przejściu kolejnych kilku metrów widać było, że ilość tych owadów jest bardzo duża a po dokładniejszym przypatrzeniu się okazało się, że były to pszczoły.

Widok pszczół latających w takim błędnym transie był przerażający. Pszczoły na terenie kilkudziesięciu metrów latały tuż nad ziemią zataczając bezmyślnie kręgi. W tym czasie same pszczoły były również niegroźne, na tyle, że można było je bezpiecznie delikatnie dotknąć kawałkiem gałęzi. Ponadto, same w tym „błędnym tańcu” momentami upadały na trawę po to aby następnie się z niej wygrzebać i z powrotem zacząć krążyć.

Przez dłuższą chwilę staliśmy jak zahipnotyzowani wpatrując się w ten „taniec”, ale po pewnym czasie zauważyliśmy coś jeszcze. Niezależnie od krążących nad trawą pszczół na samej ziemi leżały również kłęby pszczół – które to wyglądały jakby ze sobą walczyły.

pszczoly

Na pierwszy rzut oka można było rozróżnić dwa rodzaje pszczół – o białawym ubarwieniu, jak również o żółtawym. Pszczoły o białym ubarwieniu były bardziej agresywne i atakowały pszczoły o żółtym ubarwieniu. Same zaś kłęby były bardzo niegroźne i skupione na walce.

pszczele

Przechodząc dalej po ogrodzie było widać jak takie sceny mają miejsce na każdym metrze trawy. Do dnia dzisiejszego nie wiemy dlaczego te pszczoły ze sobą walczyły i z jakiego powodu latały jak błędne nad trawą. Domyślamy się jedynie, że musiały zostać spryskane jakąś chemią, ponieważ zachowywały się jak w obłędzie. Jedynie tajemnicą pozostaje dla nas powód dla którego te dwa rodzaje (?) pszczół ze sobą walczyły. Jeżeli macie jakieś pomysły to piszcie – ta zagadka bardzo nas trapi…

pszcz

 pszczo

Oto krótki reporterski filmik z miejsca zdarzenia.

81